Trzy Korony to najpopularniejszy szczyt Pienin i właśnie dlatego uwielbiam je zdobywać… zimą 🙂

Pierwsze wejście na Trzy korony było dla mnie zawodem. Góra która jest wizytówką Pienin okazała się po pierwsze (bo tylko ten kierunek zdobywania jej uważam za sensowny) wyzwaniem na start bo od Krościenka pierwsze podejście potrafi dać w kość. Po drugie była bardzo uczęszczana a komercyjne wejście na szczyt odbiera jej wiele uroku szczególnie gdy po dokonaniu opłaty czeka się kilkadziesiąt minut w kolejce by wejść na platformę szczytową a następnie czuć na niej wzrok wbijany przez czekających na swoją kolej osób.

Dziś wchodząc na Trzy Korony latem – mijam zdobywanie samego wierzchołka. za to zimą 🙂 Tak, sam szlak potrafi wyglądać bajkowo gdy słońce odbija się w sopelkach i śnieżynkach osadzonych na gałęziach drzew iglastych. Widok na Tatry z przełęczy przy świetnej refrakcji która najczęściej ma miejsce zimą zapiera dech w piersiach a rozległa panorama z platformy widokowej na skute lodem połacie terenu tworzy świetny efekt.




To trochę widok jak z lotu ptaka o ile uda się wyobraźni sprawić by uwierzyć że nie ma nic pod nogami. Powinien chyba też wspomnieć że jest mniej tłoczno… Zejście w kierunku Przełęczy Sobczańskiej to trochę praca do wykonania ale moim zdaniem lepsze to niż powrót do Krościenka tą samą drogą.