Człowiek-duch

Na wstępie zastrzeżenie: człowiek-duch jest prawdziwy, choć w tej historii będzie pewną abstrakcją. Postaram się to wyjaśnić.

Dlaczego duch?

Bo jest mentalnie obecny. Wspiera, lecz nienachalnie. Zadaje pytania, wskazuje drogę, ale pozostawia wybór i niezależność.

Jego fizyczna obecność ma znaczenie drugoplanowe. A czasem zwyczajnie tej obecności nie ma.

To dobry kompan.

I jakże ludzkie, że czasami się pomyli. Czasami powie jedno zdanie, które wróci dopiero w odpowiednim momencie. Czasem zada trafne pytanie. A czasem po prostu jest — nie zawsze po to, by wysłuchać, ale by być.

Człowiek-duch jest więc raczej rolą niż postacią.

Czasem to człowiek, który jest obok przez pół życia. Czasem trener, przyjaciel, rodzic, partner. Czasem ktoś spotkany na bardzo krótko, kto powiedział jedno zdanie dokładnie wtedy, kiedy było potrzebne. A czasem ktoś, kogo już nie ma, a mimo to w konkretnej chwili człowiek doskonale wie, co by powiedział.

Wtedy jego obecność przestaje zależeć od obecności fizycznej.

Chyba nie trzeba już wiele tłumaczyć.

Człowiek-duch jest raczej śladem czyjejś obecności. Przedstawicielem tych wszystkich osób, które — mam nadzieję — każdy miał szansę spotkać i na chwilę przeciąć z nimi swoją linię życia.

Chcę więc zadać pytanie:

Kim dla Ciebie jest człowiek-duch?

Czy pomyślałeś o przyjacielu? Partnerze? Ojcu? Może o kimś, kogo już dawno nie ma, ale nadal prowadzą Cię przez życie słowa i myśli, które kiedyś do Ciebie kierował, budując swój etos kompana i drogowskazu?

Dla mnie ważne jest, żeby taki człowiek-duch miał przy Tobie pełne prawa.

Pełne — czyli również prawo do własnych osądów.

Żeby miał odwagę stanąć w prawdzie i powiedzieć, kiedy się z Tobą nie zgadza, ale jednocześnie uszanować Twój wybór.

Żeby potrafił złapać za kark, kiedy robisz źle, i porządnie Cię zrugać.

Żeby jego światopogląd nie odbierał Ci sprawczości, lecz pokazywał drzwi, których sam być może nigdy byś nie zauważył.

A Ty nadal decydujesz, czy przez nie przejdziesz.

Bo właśnie na tym polega wartość kompana:

ma być niezależny przy Tobie, a nie niezależny od Ciebie.

Wtedy jego słowa stają się verba veritatis.

Mogą wskazywać drogę.

Mogą ostrzegać.

Mogą też być szczerym komplementem — takim, który nie pada tylko po to, by się przypodobać.

Na koniec jeszcze jedno pytanie – czy Ty swoją postawą potrafisz być dla kogoś człowiekiem-duchem?