
Przybyłem. Zobaczyłem. Opowiedziałem.
Nie „zwyciężyłem” – bo to zamknęło by polemikę
Nie „oceniłem” – bo narzuciłbym Ci swój światopogląd nie zmuszając do refleksji
Nie „nauczyłem” – bo nie jestem ekspertem tylko człowiekiem który zużywa swój czas
Opowiedziałem.
Góry Trójboju powstały z potrzeby zatrzymywania historii. Tych zapisanych kilometrami szlaku, kilogramami na sztandze, spotkaniami z ludźmi i myślami, które czasem zostają z nami dłużej niż miejsce, w którym się pojawiły.
Są tu góry, bo uczą proporcji.
Jest trójbój, bo sztanga wyjątkowo źle znosi kłamstwo.
Są ludzie, bo czasem człowiek spotkany na chwilę zostawia po sobie historię wartą opowiedzenia.
Są też echa — rzeczy trudniejsze do przypisania do miejsca, wyniku czy osoby. To, co zostaje, kiedy wydarzenie już minęło. A to jak w moim życiu poetycko przeplatają się analogie spod znaku szczytów, sztangi i prozy życia co nigdy nie miało przestrzeni na zachowanie – zostawi tu swój ślad.
Nie próbuję tworzyć przewodnika po górach ani podręcznika treningowego. Nie chcę też wystawiać ocen ludziom, których spotykam.
To zapis drogi widzianej z jednego miejsca — mojego.
Czasem prowadzi ona na szczyt. Czasem na pomost. Czasem do drugiego człowieka, a czasem znacznie głębiej.
Veni, vidi, narravi.
Bo nie każdą historię trzeba wyjaśnić.
Niektóre wystarczy opowiedzieć.